ukryj menu          

Stacja Betlejem

(blues pasterski na dowolną melodię)
słowa i muzyka: Sylwek Szweda

W samym środku miasta, tego miasta, stoi olbrzymia betonowa szopka.

Na tekturowych żłobach leży szereg nie urodzonych jeszcze Jezusków,

W każdej chwili gotowych już do ukrzyżowania.

Dookoła stragany i pełno handlarzy, złodziei, ćpunów, gejów, żebraków, ladacznic,

Policji co jak zawsze straszy wszystkich prawem i Bóg wie kogo jeszcze.

Jeden gość usiłuje zarobić parę groszy grając na harmonijce

„BLOWIN IN THE WIND”, Ale nikt Go nie słucha, choć to ponoć Jego kawałek.

 Gwiazda betlejemska z piskiem kół obwieściła nadejście godziny prawdy.

Ludzie jak zwykle narzekają, że się spóźniła.

Przez megafon ogłoszono zaginięcie Józefa i Marii.

Przed chwilą wykorkował jeden z Jezusków, zewsząd zleciały się ciekawskie hieny.

 Pastuszkowie przekazują sobie paczuszki z białą wełną na szal. Jest diabelnie zimno i przeciągi.

Teraz przyjęli już pozycję lekko zgiętą w kolanach, oczywiście do zjazdu i oczywiście na krechę.

W kiblu znaleziono następnego - przesadził, biały szal okazał się dla Niego zbyt długi.

Gównem na ścianie napisał swój pożegnalny list: „FUCK YOU”.

 Ta noc może być wyjątkowo zimna. Gliniarze spisują kogo się tylko da.

Jakiś urzędnik wyrachował, że ubyło jednego, ale nie miał żadnego dowodu tożsamości.

Później na komputerach dokonano jeszcze dokładniejszych obliczeń i wyszło, że zostało czterech,

Ale tylko przez krótką chwilę, zimno wytrzęsło właśnie z następnego resztkę życia.

 Zamiast Anioła Stróża, pojawili się stróże porządku wyrywając ze snu pozostałą trójkę.

Jeden z nich tak się przestraszył, że aż zlał się w portki i zszedł pewnie na atak serca.

Chłopcy od krzyża przenieśli Jego ciało w plastikowym worku na niższe półki.

 Zostało dwóch, ale ten drugi ponoć zwariował.

Zaczął bluźnić coś na Boga, kościół, państwo, urzędników, policję, ojca i matkę.

Krzyczał: „Nie wierzę w Ciebie, Ty jesteś jakiś porąbany, nie ma żadnej miłości,

To Betlejem to jedno wielkie oszustwo, serce z betonu.

POMOCY!

Zaraz potem zmarł.

 Ostatni, siódmy - zapłakał tylko szepcząc do siebie:

„Wybacz tym wszystkim biedakom, bo nie wiedzą co czynią”.

   Najlepiej żeby też umarł - co?

Nic z tego, wciąż jest tam przybity do tekturowego krzyża.

Kiedy poprosi cię o fajkę, nie udawaj, że Go nie widzisz.

20.12.2002