ukryj menu          

Kołysanka dla Joanny I

słowa: Wojtek Bellon
muzyka: Wacław Juszczyszyn
(z repertuaru „Wolnej Grupy Bukowina”)
C C7+ C C7+ C6

 

C                      …

             d    C                       G

Moje …

C                             e

Żeby …

            a C    G

Gdy …

 

A …

Zmęczone …

Jak …

Patrząc …

                                                  G C C7+ C6 C

 

C                                         …

              d      C                       G                 

Niech …

  C                     G

Jesień …

   C                       G

Lato …

 

C                        …

    C                               G

Wiosna …

   C               F

Śpij …

e              G          a

Na …

C6 C6
 
Kołysanka dla Joanny I

Romantyk nierozmemłany
Swoją żonę, Joannę, Wojtek Bellon poznał w 1973 roku w Świnoujściu. On przyjechał na festiwal studencki FAMA, ona na wczasy. Kiedy się skończyły, waletowała w famowskich kwaterach. Później wyjeżdżali już razem: na koncerty, w góry. On się troszkę zalecał, ona “nie bardzo chciała być jego narzeczoną". Adorował ją jednak z takim wdziękiem, że nie mogła długo się opierać.
Kiedy była chora, opiekował się nią, trzymał za rękę. Raz przyszedł z gitarą. Dał jej pomarańczę i oświadczył, że ma prezent - piosenkę. Poczuła się niemal uleczona. Ta piosenka to “Kołysanka dla Joanny". Ta pierwsza. Drugą napisał już po ślubie.
- Nie był takim rozmemłanym romantykiem. Dostrzegał to, co piękne i dobre wokoło, ale nie jęczał z zachwytu – mówi jego żona.
Do krakowskiej paczki Wojtka Bellona należeli znani prześmiewcy i “kabareciarze", więc obawiała się konfrontacji z ich ciętymi językami. Niepotrzebnie. Ich złośliwości mieściły się w granicach żartu, nigdy chamstwa.
Kiedyś, w Boże Narodzenie, odwiedziła go w Bieszczadach, gdzie dyżurował jako ratownik GOPR-u. - Zobaczyłam go - mężczyznę gór. I gdy spojrzałam w jego niebieskie oczy, to przepadłam - wspomina Joanna Bellon. Pobrali się w 1977 roku w Szczawnicy. Rok później urodziła się im córka Ola.
- Prowadziliśmy dom otwarty, wiecznie ktoś ciekawy nocował - opowiada żona Wojtka. - Rozmawialiśmy do białego rana na mądre tematy. Sami zresztą też nie gadaliśmy w domu wyłącznie o kotletach.
Urok i charyzma Wojtka sprawiały, że nie miał wrogów. Kochał ludzi, a oni to czuli. Nigdy nie różnicował ich na lepszych i gorszych, ewentualnie na bardziej i mniej interesujących.
W życiu rodzinnym Joannę denerwowało wieczne czekanie na męża pędziwiatra. - Cenił wolność i uczył mnie, by nie być uwiązaną, żyć tak, jak chcę, nie zapominając o odpowiedzialności. Podkreślał, że nie chodzi o to, by stale się trzymać za rączki, lecz o akceptację i tolerancję.
Choć od śmierci męża minęło już 16 lat, nie spotkała nikogo, kto mógłby go zastąpić. - Drugą osobę docenia się w pełni dopiero, gdy jej zabraknie - tłumaczy żona artysty. - Poza tym z wiekiem, zamiast przywiązywać wagę do szczegółów, widzi się bardziej całościowo. Nie potrafię wyliczyć strasznych wad Wojtka, bo takich nie było. Wiem, to brzmi jak laurka, ale on sobie na nią zasłużył.

Wybór z artykułu Małgorzaty Siwek z krakowskiego 
dodatku Gazety Wyborczej (29 maja 2001 r.) 


Wacław Juszczyszyn – polski gitarzysta i wokalista, kompozytor z kręgu poezji śpiewanej.
Członek zespołów Wolna Grupa Bukowina i Nasza Basia Kochana. Założyciel Kwartetu im. Kasi Kiestrzyń. Koncertował z Elżbietą Adamiak i Andrzejem Poniedzielskim.
Mieszka we Wrocławiu.