ukryj menu          

Niedokończona jesienna fuga

słowa: Wojtek Bellon
muzyka: Sylwek Szweda 24.12.1989 r.
( E9 As7 A  H7 cis H7 A H7 )
  
   
      E9                      As7                   A    H7

A jeśli mnie dom buczyną spięty

       cis                  H7                       A H7

tej nocy przyjmie w swoje progi

      E9                As7                   A  H7

zapalę gwiazdy w nocy głębi

       cis                 H7                    A H7

a sam zakwitnę polnym głogiem

 

   
       cis                 H7 A0C0       cis A

Beskid kołysze  się  i  szumi

      E9                      As7         H7         E H7

i chwiać się będzie drżeniem nieba

       cis          H7   A0 C0       cis A

i horyzontu  zmieni  drogi

      E9                 As7     H7       E     H7

i umrzeć moim słowom nie da

 

   

Do końca drogi swej noc zmierza

i płoną drzewa w nocnym chłodzie

czy gościem będę w nim czy muszę

do domu swego wejść jak złodziej

 

A Beskid woła znak mi daje

pójdź oto droga już niedługa

i trwa świt złocąc wyświechtana

jesienna złotem biedna fuga…

 

E9 E9 As7 As7 A0 A0 C0 C0
 
24.12.1989
NIEDOKOŃCZONA JESIENNA FUGA - Sylwek Szweda z UPBzP
U Pana Boga za Piecem - Niedokończona jesienna fuga

Wojtek Bellon - właściwe: Wojciech Belon. Urodził się w 1952 w Kwidzynie. Mieszkał i wychowywał się w Busku Zdroju. Tam chodził do szkoły, tam też pierwszy raz wystąpił publicznie z własnymi piosenkami. Wraz z założoną przez siebie Wolną Grupą Bukowina zadebiutował latem 1971 roku na IV Giełdzie Piosenki Turystycznej w Szklarskiej Porębie, gdzie zdobył jedną z głównych nagród. Później brał udział w kilku przeglądach piosenki turystycznej (m.in.na gdańskiej BAZUNIE), gdzie zdobywał laury. Znaczącym sukcesem była pierwsza nagroda na Festiwalu Piosenki i Piosenkarzy Studenckich w Krakowie w 1974 roku. Od tej pory Wolna Grupa Bukowina znalazła się w gronie najlepszych i najpopularniejszych przedstawicieli piosenki studenckiej.
Zaczęli jeździć z koncertami po całym kraju. Śpiewanie stało się ich źródłem utrzymania. Stali się profesjonalistami. Z czasem - jak twierdził Wojtek - zatracili pierwotny sens swego muzykowania, jakim było wspólne bytowanie, wspólnie przeżywana radość ze śpiewania, z bycia razem. Przez pewien krótki okres w latach 80-ych połączyli się z zespołem Wały Jagiellońskie, ale ta fuzja nie zdała egzaminu, nie stworzyła nowej jakości artystycznej. Jak się wkrótce okazało zwyciężył libertyński styl „Wałów” na niekorzyść kameralnej i poetyckiej „Bukowiny”. Niebawem w Wałach Jagiellońskich pozostał już tylko sam Wojtek, a i on wkrótce zrezygnował. Od tej pory występował sam, albo z towarzyszeniem dawnych przyjaciół z „Bukowiny”: Wojciechem Jarocińskim, Wacławem Juszczyszynem, Janem Hnatowiczem.

Zmarł w nocy z 3 na 4 maja 1985 r. w jednym z krakowskich szpitali. Jego pogrzeb odbył się w Busku Zdroju 8 maja 1985 r.
Na Ogólnopolskim Przeglądzie Piosenki Turystycznej „Włóczęga '85” w Zielonej Górze wystąpił gościnnie, akompaniując sobie samotnie na gitarze. Mówił swoje nowe wiersze, śpiewał nowe i stare piosenki - wśród nich i tę, którą uważał za najważniejszą i ulubioną:

MAJSTER BIEDA
 
Skąd przychodził, kto go znał,
kto mu rękę podał, kiedy
nad rowem siadał, wyjmował chleb,
serem przekładał i dzielił się z psem.
Tyle wszystkiego, co z sobą miał
Majster Bieda

Czapkę z głowy ściągał, gdy
wiatr gałęzie chylił drzewom
Śmiał się do słońca, śpiewał do gwiazd
Drogę bez końca, co przed nim szła
znał jak pięć palców, jak szeląg zły
Majster Bieda

Nikt nie pytał, skąd się wziął,
gdy do ognia się przysiadał.
Wtulał się w krąg ciepła jak w kożuch -
znużony drogą wędrowiec boży
Zasypiał długo gapiąc się w noc
Majster Bieda

Aż nastąpił taki rok,
smutny rok - tak widać trzeba…
Nie przyszedł Bieda zieloną wiosną
miejsce, gdzie siadał, zielskiem zarosło
i choć niejeden wytężał wzrok,
choć lato pustym gościńcem przeszło,
z rudymi liśćmi - jesieni schedą -
wiatrem niesiony popłynął w przeszłość
Majster Bieda