ukryj menu          

Krwawy sąd

"Das Blutgericht"
słowa: anonimowe 1844
muzyka: ludowa - Es liegt ein Schloß in Österreich /“Leży zamek w Austrii”
tłumaczenie: Sylwek Szweda 17.10.2012 r.
współpraca: Agata Pazdzior 16.10.2012 r.
Lied der Weber in Peterswaldau und Langenbielau 
Pieśń tkaczy śląskich z Peterswaldau(Pieszyce ) i Langenbielau (Bielawa)
   D                          A

Sądu krwa(a)wy nadszedł dzie(e)ń,

       D                            A

Wyroków nie usłyszycie,

         D                                            A

Rachunek krzywd za któ(ó)ry dziś

        D              A               D       (D - A  G - A  E  A )

Będzie(e)cie pła(a)cić życiem.

 

2.

Tu prosty człek dręczony jest,

Katownią jego życie,

Tu częste są westchnienia ich,

Wyroków nie usłyszycie.

 

3.

Panowie co katami są

Z pomocą zdrajców i łotrów

Schowani za bagnetów rząd

Przy-yglądają się z boku.

 

4.

Wy łotrzy, czarci i łajdacy!

Wy piekielni tyrani!

Biedakom wyżeracie chleb,

Uczciwość mając za nic.

 

5.

Nic nie obchodzi was, że lud

Żuć musi same ziemniaki,

Tłustego mięsa macie w brud

I wina, żeby się napić.

 

6.

Kiedy przychodzi biedny tkacz

Gdzieś macie jego pracę,

Wystarczy najdrobniejszy błąd

I już nie chcecie mu płacić.

 

7.

Dajecie marne grosze im

Uśmiechając się drwiąco,

Pokazujecie palcem drzwi

Każąc ze schodów ich strącić.

 

8.

I nie obchodzi was to że

Ich dzieci wciąż są głodne,

Karocą rozbijacie się

Kupując rzeczy modne.

 

9.

Litość uczuciem pięknym jest

Lecz wam Kanibalom obce

Jesteście jak ten wściekły pies

Co rzuca się na owce.

 

10.

Pieniądze i majątek wasz

Niedługo się wam skończą,

Już wkrótce się rozpuszczą tak

Jak masło w żarze słońca. 

 

11.

Pokazujecie drogę jak

Nawzajem siebie grabić,

A potem gdy wam czegoś brak

Możecie nawet zabić.

 

12.

W piekło nie wierzą, w Niebo też,

Biedaków mając za nic,

Lamenty, nieszczęśników krzyk

Już wkrótce spadną na nich.

 

13.

I minie życia tego czas,

Ten czas jest bardzo blisko,

Staniecie z Bogiem twarzą w twarz

Żeby wyjaśnić wszystko.

17.10.2012
Das Blutgericht
12. Das Blutgericht 2:25 12) schlesischer Weberaufstand 1844
Es liegt ein Schloss in Österreich
Das Blutgericht

„Blutgericht” -  anonimowy utwór zbiorowego autorstwa, najwybitniejszy chyba protestsong czasów z przed rewolucji marcowej. Przeciwstawione zostają sobie w tym utworze nędza tkaczy i brutalność fabrykantów. Bogaty fabrykant pozbawia biednego tkacza ostatnich resztek jego dobytku. Jeździ w okazałych karocach, buduje „wysokie pałace z drzwiami, oknami, ogromnymi pomieszczeniami”, gardzi religią i „pławi się w światowej wrzawie”.
Kiedy pieszyccy tkacze demolowali 4 czerwca 1844 r. dom i kantor fabrykanta Zwanzigera, a w magazynach niszczyli nici i tkaniny, postępowali tak „z zemsty”, komentowała „Vossische Zeitung” – z zemsty, która, jak sądzili tkacze, „miła jest Bogu”.
Postępowali zatem zgodnie z logiką społecznego protestu, kierując się regułami ekonomii moralnej, a nie prawidłami kapitalistycznego rynku. W świetle tej moralnej ekonomii pracodawca zobowiązany był do godnego zabezpieczenia bytu swoich pracowników. Jeżeli tego nie czynił, lecz gromadził ich kosztem swoje bogactwa, było rzeczą sprawiedliwą te bogactwa zniszczyć. Pieśń „Blutgericht” odwoływała się więc do poczucia moralności u współczesnych. „Zysk” zabierany jest „biedakom”, którzy „zadowalać się muszą namiastką płacy”. Ograniczając się i znosząc to upokorzenie, tkacze widzą jednak, że fabrykanci „rosną w pychę” i sięgają po atrybuty króla i wysokiej szlachty: karoce, pałace, stangretów w liberii i służbę domową. Stąd należało ugodzić fabrykanta w to, co stanowiło o jego statusie: w jego bogactwo. Bardzo trafnie uchwycił ten motyw Gerhard Hauptmann w swoich „Tkaczach”, wkładając w usta starego Ansorgego znamienne słowa: „Zabierasz mi mój dom, to ja ci zabiorę twój. Nie popuszczę!”. Dlatego tkacze nie zamierzali podpalać domu fabrykanta, gdyż za wypłacone ubezpieczenie wybudowałby sobie nowy pałac.
   Niszczenie maszyn odgrywało podczas powstania tkaczy śląskich marginalna rolę. W odróżnieniu od rozruchów wywołanych niedługo potem przez zrewoltowanych drukarzy i przędzarzy w Pradze i Czechach północnych maszyny nie były na Śląsku obiektami agresji protestujących mas. Dopiero podczas drugiego dnia powstania, kiedy interwencja wojska doprowadziła nastroje do wrzenia, tłum zniszczył w fabryce Dieriga krosna tkackie Jacquarda. Jednak sami robotnicy pracujący przy maszynach bronili ich przed niszczycielami, „bo dawały im one(maszyny) godziwy zarobek. Reporterowi „Vossische Zeitung” robotnicy ci ze łzami w oczach pokazywali rezultaty niszczycielskiej działalności buntowników. Ci swojego gniewu nie wyładowywali jednak na kotle parowym – nie tylko z obawy przed eksplozją. Ta maszyna fascynowała ich w jakiś sposób: „Intruzi zaczęli oglądać maszynę, zdumieni i zadziwieni; dotykali delikatnie tej i owej śruby wołając do siebie: ależ to ładne!”. Zdecydowana i solidarna postawa zrewoltowanych tkaczy zrobiła na współczesnych wielkie wrażenie. Jednak pomimo struktur organizacyjnych i komunikacyjnych, jakie rozpocząwszy rewoltę powołali niebawem do życia, nie potrafili się porozumieć w całym śląskim okręgu sukienniczym. Władze bardzo szybko skłonne były przypuszczać, że za buntem tkaczy stoją zagraniczni „emisariusze”. Jednak podczas szturmu na maszyny i w czasie protestów w fabrykach nie było nigdzie „prowodyrów”, jakich poszukiwały władze. Aresztowano co prawda pod tym zarzutem kilku mówców i szczególnie aktywnych buntowników, ale żaden z nich niemiał, jak się okazało, na tyle dużego wpływu na buntujących się, aby kierować protestem. Żaden z nich nie wystąpił z jakimś programem poza oskarżeniami zawartymi w „Blutgericht” . „Vossische Zeitung” tak interpretowała w wydaniu z 22 czerwca 1844 r. znaczenie tej pieśni: „W wierszu  „Das Blutgericht in Peterswaldau” rozgorączkowani ludzie odnaleźli siebie i poniekąd swój sztandar. Jest to otwarty manifest wszystkich skarg i żalów, które dotąd przekazywano sobie z ust do ust, ukradkiem i po cichu”. I wiersz, i komentarz prasowy są rezultatem kształtowania się procesu opinii publicznej. Proces ten nie wykluczał faktu – jak pokazuje to przykład wydarzeń w Pieszycach – że siłę argumentów mogła wesprzeć także siła pięści. Powstanie tkaczy odebrano powszechnie jako najważniejsze społeczno-polityczne wydarzenie epoki poprzedzającej rewolucję marcową. Krytyka współczesnych zwrócona była przeciwko fabrykantom, którym prasa zarzucała, że straty ponoszone na operacjach giełdowych kompensują sobie obniżając płace swoim robotnikom. Ponadto potępiano twardy i poniżający sposób, w jaki traktowali oni domagających się swoich praw tkaczy.
(Arno Herzig, Krzysztof Ruchniewicz, Małgorzata Juchniewicz: ŚLĄSK I JEGO DZIEJE – Wydawnictwo VIA NOVA Hamburg 2008 „Schlesien Das Land und seine Geschichte in  Bildern”, Wrocław 2012)
 
Powstanie tkaczy śląskich 1844 roku - zryw rewolucyjny tkaczy z Bielawy i Pieszyc domagających się wyższych płac za swoją pracę. Spowodował wystąpienia w innych ośrodkach przemysłowych Przedgórza Sudeckiego. Stłumiony przez wojsko pruskie. Powstanie to stało się kanwą dla dramatu z 1892 roku pt. Tkacze (Die Weber), niemieckiego dramaturga Gerharta Hauptmanna. (Wikipedia)
 
Śląskie powstanie tkaczy z 1844 nie było ani pierwszym tego typu buntem w regionie Gór Sowich ani najgwałtowniejszym. W latach 1785/86, 1793 i 1798 dochodziło do wystąpień na większą skalę. Wyjątkowość buntu z 1844 polegała na tym, iż udało mu się zaistnieć w świadomości publicznej. Tym samym stał się tematem opracowywanym w publikacjach i literaturze swego czasu. W tym znaczeniu śląskie powstanie tkaczy, wpływając na ukształtowanie się politycznych opinii, może być łączone z rewolucją, która nastąpiła w roku 1848.
Śląsk jak wiadomo został w 1740 roku zaanektowany przez króla pruskiego Fryderyka II. Ze tego względu jego nowi poddani byli dłużej, aniżeli mieszkańcy innych regionów Prus, zależni od właścicieli ziemskich. Reforma chłopska z 1807 roku została przeprowadzona tylko częściowo. Dwie trzecie mieszkańców Śląska było podporządkowanych jakiemuś właścicielowi, na rzecz którego musiało świadczyć różne feudalne zobowiązania. Śląscy tkacze próbowali spadek cen swoich produktów nadrobić ich ilością. Ale nawet praca dzieci i wydłużenie czasu pracy nie zdołało doprowadzić do wyrównania, także z powodu spadku jakości produktów. Dodatkowo za granicą istniała możliwość pracy na nowoczesnych krosnach tkackich, na których zakup rodzimych tkaczy nie było stać. Poza tym, okolice Gór Sowich należały do obszarów najgęściej zaludnionych na Śląsku. Pieszyce posiadały prawie 6000, a Bielawa 12000 mieszkańców. W takiej sytuacji w regionie było zbyt dużo osób zdolnych do pracy. Mimo to tym mieszkańcom, którzy tkali w bawełnie powodziło się trochę lepiej aniżeli tkającym we lnie. Ci drudzy byli wyjątkowo biedni, nawet głodowali. W tej sytuacji w czerwcu 1844 roku doszło do buntu.
3 czerwca spotkało się 20 tkaczy z Pieszyc i pobliskich miejscowości na Kapellenberg i dyskutowali nad sposobami obrony przed fabrykantami. Postanowili zaprotestować śpiewając politycznie prześmiewcze piosenki pod firmą braci Zwanziger, którzy byli odpowiedzialni za obniżenie wynagrodzeń. Fabrykanci Ernst Fridrich i August Zwanziger uzbroili swych służących w kamienie i kije, karząc rozpędzić protestujących, a tkacza Wilhelma Mädlera kazali miejscowej policji pojmać.
W zamiarze wypuszczenia Mädlera oraz uzyskania podwyżek płac, został utowrzony 4 czerwca kordon protestujący, do którego przyłączyli się prawie wszyscy miejscowi tkacze. Wybrali oni delegacje do prowadzenia negocjacji, ale rozmowa z landratem Dzierżoniowia nie przyniosła jakichkolwiek rezultatów. Kiedy wrócili pod budynek Zwanziegerów, nie zastali ich. Wtedy postanowili gwałtem wedrzeć się do budynku i zniszczyli całe wyposażenie. Wtargnęli także do budynku administracji, magazynów i fabryki. W wyniku tego rodzina Zwanziegerów uciekła do Wrocławia.
5 czerwca fabrykanci Fellmann i Hoferichter mogli się wykupić pieniędzmi, chlebem i słoniną. Tłum ruszył dalej do Bielawy do fabrykantów Andretzkiego i Hilberta. Byli oni znienawidzeni, a ich posiadłości zostały zdewastowane. Wpadł także w oko buntowników Dierig, który zatrudniał zamiejscowych pracowników. Przepłacił on jednak swoich pracowników aby wystąpili przeciwko tkaczom. Bracia Dierig próbowali zapanować nad tłumem wypłacając pieniądze.
Królewski gabinet zlecił urzędowi kryminalnemu sądowi drugiej instancji we Wrocławiu: „Buntowników odnaleźć i pociągnąć do odpowiedzialności”. W międzyczasie zarządzili urzędnicy atak pruskiego wojska, i sytuacja wymknęła się spod kontroli. Jedenaście osób (w tym jedna kobieta) zginęło, a dwudziestu czterech zostało ciężko ranionych. Takie zachowanie wzmożyło tylko złość, w wyniku której doszło do dalszych plądrowań. Wojsko początkowo ustąpiło tłumowi uzbrojonemu w kamienie i kije, ale po przybyciu posiłków został bunt stłumiony.
Liczni tkacze zostali złapani i osadzeni w ciężkich więzieniach,  lub wychłostani.
 
Interpretacja powstania tkaczy
Było to powstanie typowo wczesno-przemysłowym buntem robotniczym, dla którego interpretacja zarówno jako klasycznej rewolty głodowej, czy Maschinenstürmer-ów, czy też walki klasowej, nie wydaje się odpowiednia.
Przeciwko interprteacji Maschinenstürmer-owej przemawia fakt, iż gniew tkaczy nie kierował się przeciwko oszczędnym „maszynom”, ale przeciw nieuczciwym zarządcom.
Interpretację inną niż walka klasowa, sugeruje fakt, iż zniszczenie kierowało się na konkretnych zarządców, zaś inni zostali oszczędzeni, albo mogli się „wykupić”. Ani feudalni panowie, ani władza w ogóle, nie byli celami powstania. 
 
Jak zostało wspomniane, wydarzenia te zaistniały w sferze publicznej. Dzięki temu także artyści w swoich dziełach odwoływali się do tamtych wydarzeń. Przykładem może być dramat Die Weber Gerharta Hauptmanna wiersz Heinricha Heinego  
 
Die schlesischen Weber (1845)
     
    Im düstern Auge keine Träne,
    Sie sitzen am Webstuhl und fletschen die Zähne:
    Deutschland, wir weben dein Leichentuch,
    Wir weben hinein den dreifachen Fluch -
    Wir weben, wir weben!
     
    Ein Fluch dem Gotte, zu dem wir gebeten (Anmerkung)
    In Winterskälte und Hungersnöten;
    Wir haben vergebens gehofft und geharrt,
    Er hat uns geäfft und gefoppt und genarrt -
    Wir weben, wir weben!
     
    Ein Fluch dem König, dem König der Reichen, (Anmerkung)
    Den unser Elend nicht konnte erweichen,
    Der den letzten Groschen von uns erpreßt
    Und uns wie Hunde erschießen läßt -
    Wir weben, wir weben!
     
    Ein Fluch dem falschen Vaterlande, (Anmerkung)
    Wo nur gedeihen Schmach und Schande,
    Wo jede Blume früh geknickt,
    Wo Fäulnis und Moder den Wurm erquickt -
    Wir weben, wir weben!
     
    Das Schiffchen fliegt, der Webstuhl kracht,
    Wir weben emsig Tag und Nacht -
    Altdeutschland, wir weben dein Leichentuch - (Anmerkung)
    wir weben hinein den dreifachen Fluch -
    Wir weben, wir weben!

Czarna Księga Kapitalizmu, Nędza i powstanie tkaczy
 
Nikt nie wiedział w XVII i XVIII stuleciu, że żył we wczesnym kapitalizmie. Pojęcie „kapitalizmu” tak samo jak wiążące się z nim pojęcie „gospodarki rynkowej” pojawiło się po raz pierwszy w XIX stuleciu. Ludzie zauważali tylko, że znaczenie pieniądza rosło, a ich własne malało. Ogromna większość nie była podmiotem, lecz przedmiotem stałego rozprzestrzeniania się stosunków rynkowych i pieniężnych od XVI stulecia. W dzisiejszym sensie na sposób prywatnokapitalistyczny zorganizowana była wprawdzie tylko część tej rosnącej produkcji towarowej, przede wszystkim w branży tekstylnej. Albowiem w odróżnieniu od rynków lokalnych rzemiosła cechowego tekstylia i ich półprodukty znajdowały w pierwszym rzędzie swą drogę w wielkim handlu nierolniczym; należały one do nielicznych przemysłowych dóbr masowych wczesnonowożytnej gospodarki towarowej. Ale także w tym sektorze przejście od rzemieślniczego do kapitalistycznego sposobu produkcji dokonywało się jedynie stopniowo, jak analizował to Friedrich List w 1842 roku:
We wszystkich czasach przędzalnie i tkalnie oferowały wewnętrznemu i zewnętrznemu handlowi cywilizowanych krajów największe środki wymiany. We Florencji w czasie jej rozkwitu, później we Flandrii i Brabancji, na koniec w Anglii manufaktury płócienne były podstawą wielkiego handlu, w Górnych Włoszech i we Francji była to fabrykacja jedwabiu, 
w Niemczech manufaktura lniana. Tak utwierdzał przed wynalezieniem wielkich maszyn każdy cywilizowany kraj supremację w jakiejś głównej gałęzi przemysłu tkackiego, nie musząc 
z tego powodu być wykluczonym z innych. Albowiem międzynarodowa konkurencja dotyczyła wówczas tylko potrzeb bogaczy; materiały na ubrania niższych klas były prawie wszędzie dostarczane przez lokalne rękodzieło i fabrykację domową, [...] ponieważ przy wszędzie panującej pracy ręcznej wszystkie kraje i prowincje produkowały te artykuły po prawie równych kosztach1.
 
Nowoczesny przedsiębiorczy kapitalizm najpierw słusznie skierował się tam, gdzie konkurencja i rynki o wielkiej przestrzeni nie zaspokajały już tylko potrzeb bogaczy, lecz zaczęły zaspokajać potrzeby masowe. Sektor tekstylny oferował dla tego celu przez swą już względnie rozwiniętą strukturę handlu najlepsze przesłanki. A od kapitału handlowego wyszła także inicjatywa, która miała prowadzić do kapitalizacji produkcji tekstylnej. Przede wszystkim była to następnie tak zwana praca nakładcza, która zaczęła wypierać starą rękodzielniczą produkcję materiałów i ubrań. Słowa „nakład” używamy dziś przede wszystkim myśląc o wydawaniu książek. Ale w stuleciu XVIII i na początku XIX przez nakładców rozumiano przedsiębiorców, którzy dawali rękodzielnikom pracować na siebie 
w swoim własnym warsztacie, aby potem produkty sprzedawać według kapitalistycznych zasad na rynkach ponadregionalnych. Produkcja pozostawała wprawdzie dalej tradycyjną i była wykonywana w domu w kręgu rodziny, ale już nie na własny rachunek, lecz tego, kto ją wykupywał. Prywatnokapitalistyczna organizacja wychodziła więc nie od produkcji, lecz od handlu, który jednak zaczął sobie produkcję podporządkowywać. Stosunek parytetu i równowaga sił między rękodzielniczymi producentami a handlarzami zmienił się na korzyść tych ostatnich. Od tego był tylko jeszcze krok, aby kupieccy „przedsiębiorcy” przejęli we własne rządy także środki i warunki produkcji.
Ta zalążkowa forma przedsiębiorczego prywatnego kapitalizmu rozprzestrzeniała się szybko. W 1800 r. w Niemczech już prawie połowa produkcji przemysłowej przyjęła formę nakładczą. Coraz silniej wykorzystywali nakładcy zależność zatrudnionych, aby obniżać ceny wykupowanych towarów. W ten sposób chałupnicy zostali zmuszeni pracować coraz szybciej, coraz bardziej wydłużać swój dzień roboczy i kazać nawet dzieciom, by pracowały z nimi. 
Z powodu przedstawionej przez Friedricha Lista biedy szczególnie prządki i tkacze Śląska i Czech byli dosłownie narażeni na społecznie wytworzony głód, który przypomina dzisiejsze katastrofy głodowe w częściach afrykańskiej strefy biedy, jak wynika z pewnej analizy historycznej:
 
Często byli oni bliscy śmierci głodowej, utrzymywali się tylko z tego, że wynosili padłe zwierzęta z jamy drapieżnika albo zamiast chleba jedli bułkę z mchu2.
 
I to przy „pracy w pełnym wymiarze” i czasie pracy, który już we wczesnym średniowieczu, i to przy daleko lepszym zaopatrzeniu w żywność, wywołałby bunty! W swej biedzie musieli oni wiele swych domów i chałup zastawić albo nawet sprzedać, podczas gdy „przeciętny”
w społeczeństwie dochód na głowę był coraz lepszy. Nędza tkaczy stała się przysłowiowa.
W pieśniach i gwarowych wierszach na przełomie XVIII i XIX stulecia można usłyszeć anonimowe głębokie westchnienia ludzi, którzy ginęli przy osławionym urynkowieniu swego życia:
 
Czasy się zmieniły, 
Kiedy kto tak haruje i się poci 
On może nadwerężać się jak chce 
i ani minuty nie ma spokoju 
To jest przeznaczony do życia 
przy tkaniu, przy tkaniu. 
 
Nakładcy stali się wkrótce ludźmi wzbudzającymi strach i znienawidzonymi. Tkacze
w śląskich górskich wsiach nie widzieli więcej wyjścia dla siebie i swoich rodzin. Już w latach 1785-1786, 1793 i 1798 dochodziło w należących do Prus śląskich regionach do rozpaczliwych powstań, które były krwawo tłumione:
 
A z jaką bezprzykładną brutalnością w 1793 r. został stłumiony ruch rewolucyjny rozpalony w całym śląskim przemyśle tekstylnym, można zobaczyć z pisemnego polecenia króla pruskiego Fryderyka Wilhelma II - słynnego główne ze swego mistycyzmu i ze swych licznych metres - dla jego młodego ministra Danckelmanna. Król rozkazywał w swoim czasie bezwzględnie stłumić powstanie. [...] Całe wsie musiały wtedy biegać przez szpicruty, przy czym wielu na wpół wygłodzonych tkaczy odniosło ciężkie rany, a setki zostały powleczone do twierdz i przykute do taczek3.
 
Tego się słucha jak okropnych wiadomości z ciemnych mitów szarych dawnych czasów, ale chodzi o udokumentowaną historię modernizacji poprzez gospodarkę rynkową. Gdy brutalność lat sprzed 1800 r. ulegała prawie zapomnieniu, kolejne powstanie tkaczy pół wieku później, znowu na Śląsku i ciągle jeszcze w warunkach pracy nakładczej, głębiej zapadło w historyczną pamięć. Kiedy w 1844 r. w śląskim powiecie Dzierżoniów znów wybuchło powstanie przeciw nakładcom i handlarzom o nazwiskach Zwanziger i Dierig, prawdziwym protoplastom i niewinnym barankom gospodarki rynkowej, to przez wyrosły w międzyczasie świat gazet poszedł więcej niż szum. W formie rozwiniętego dziennikarstwa zwracała się w jakiejś mierze po raz pierwszy wytworzona na sposób kapitalistyczny siła wytwórcza przeciw samemu kapitalizmowi, albowiem wiadomości o wydarzeniach na Śląsku nie mogły być więcej uciskane przez żadną cenzurę. Powstanie zostało stłumione przez pruską piechotę przy użyciu kartaczy. Ale nędza i powstanie tkaczy prowadziły na progu uprzemysłowienia do świadomości społecznej o wytworzonej przez kapitalizm „kwestii społecznej” i nawet do duchowego wstrząsu, który objął całe Niemcy i został sformułowany przez Heinricha Heinego w równie gniewnych, jak słynnych wersetach:
 
W suchych oczach nie ma łez, 
Oni siedzą przy krosnach i szczerzą zęby: 
Niemcy, my tkamy wam śmiertelny całun, 
Wpleciemy w niego potrójne przekleństwo, 
Tkamy, tkamy 

Przekleństwo królowi, królowi bogaczy, 
Którego nie mogła zmiękczyć nasza nędza, 
Który wyciska z nas ostatnie grosze, 
I rozkazuje rozstrzeliwać nas jak psy, 
Tkamy, tkamy 

Przekleństwo fałszywej ojczyźnie 
Gdzie tylko rozwijają się wstyd i hańba, 
Gdzie każdy kwiat jest wcześnie łamany, 
Gdzie gnuśność i zgnilizna pokrzepia robaka - 
Tkamy, tkamy! 

Czółenko lata, krosno trzeszczy, 
Tkamy pilnie dzień i noc - dawne Niemcy, 
Tkamy wam śmiertelny całun, 
Wpleciemy w niego potrójne przekleństwo. 
Tkamy, tkamy!
 
Tu oczywiście powstaje pytanie: Jak mogło w ogóle do tego dojść, że rękodzielniczy producenci popadli w tego rodzaju zależność? Albowiem jeśli mogły ich rozpaczliwe powstania jako rezultat tej zależności i jej skutków społecznych także militarnie zostać stłumione, to przecież sama uprzednia zmiana stosunków ekonomicznych nie mogła nastąpić, powiedzmy, tylko pod wycelowaną bronią. Musiały znów do tego zostać dane strukturalne podstawy społeczno-ekonomiczne. Rzeczywiście od XVI stulecia ukształtowały się były nowe ramowe stosunki społeczne, które nie były wywołane bezpośrednio przez prywatno-kapitalistyczne przedsiębiorstwa.
 
1 List Friedrich, Die deutsche Industrie, w: Werke Bild. V, Berlin, 1928/1842, s. 227.
2 Engelmann Bernt, Geleitwort, w: Kroneberg Lutz/Schloesser Rolf (Hrsg.), Weber-Revolte 1844, Der schlesische Weberaufstand im Spiegel der zeitgenössischen Publizistik und Literatur, Köln, 1980, s. 12.
3Ibidem, s. 11.
 
Krwawy sąd/Das Blutgericht (1844 Anonym)
Lied der Weber in Peterswaldau und Langenbielau / Pieśń tkaczy 
w Peterswaldau(Pieszycehttp://pl.wikipedia.org/wiki/Pieszyce ) i Langenbielau (Bielawahttp://pl.wikipedia.org/wiki/Bielawa )
Melodie: Es liegt ein Schloß in Österreich / Melodia: “Leży zamek w Austrii”