ukryj menu          

Drzewko Świąt

TANNENBAUM
słowa: Ernst Gebhard Anschutz - 1824 r.
muzyka: tradycyjna niemiecka kolęda
tłumaczenie: Sylwek Szweda 28.12.2010
( A7 D  A7 D  H7 e G A A7 D )

 

 A7    D                A7     D           H7

O drzewko Świąt, o drzewko Świąt

           e      G       A     A7  D

Zachwyca nas swym pięknem

              D      H7            e

W księżyca blasku skrzy się śnieg

     A7                      D

Anielski w sercu słychać śpiew

A7     D                A7     D           H7

O drzewko Świąt, o drzewko Świąt

         e    G A     A7D ( A7 D  A7 D  H7 e G A A7 D )

Nadziei coraz więcej.

 

O drzewko Świąt, o drzewko Świąt

Zachwyca nas swym pięknem

Na niebie betlejemski znak

Pastuszek na fujarce gra

O drzewko Świąt, o drzewko Świąt

Nadziei coraz więcej.

 

O drzewko Świąt, o drzewko Świąt

Zachwyca nas swym pięknem

Pasterze zewsząd zeszli się

Anielski w sercu słychać śpiew

O drzewko Świąt, o drzewko Świąt

Nadziei coraz więcej.

 

O drzewko Świąt, o drzewko Świąt

Zachwyca nas swym pięknem

Do szopki przyszło króli trzech

Radosny wokół słychać śpiew

O drzewko Świąt, o drzewko Świąt

Nadziei coraz więcej.

 

O drzewko Świąt, o drzewko Świąt

Zachwyca nas swym pięknem

Do Matki Dziecię tuli się

Anielski w sercu słychać śpiew

O drzewko Świąt, o drzewko Świąt

Nadziei coraz więcej.

28.12.2010
O Tannenbaum – jeden z najbardziej znanych i najczęściej śpiewanych dziś niemieckich utworów związanych z Bożym Narodzeniem.
"Tannenbaum" to w języku niemieckim jodła (die Tanne) lub choinka (der Weihnachtsbaum). Twórców prawdopodobnie zainspirował fakt, że jodła i drzewa świerkowe są wiecznie zielone.
Najbardziej znaną wersją tekstu jest ta, którą w roku 1824 stworzył lipski organista i nauczyciel muzyki Ernst Anschütz. Melodia jest tradycyjna i nie wiadomo z jakiej epoki pochodzi. Wiadomo, że najstarszy tekst "Tannenbaum" pochodzi z 1550 roku. Tekst pieśni, którą w roku 1615 skomponował Melchior Franck (1573–1639) zaczynał się:
Ach Tannenbaum, ach Tannenbaum, du bist ein edler Zweig! Du grünest uns den Winter, die liebe Sommerzeit.
Ernst Gebhard Anschutz (28 października 1780, Suhl - 18 grudnia 1861 r. w Lipsku ) był niemiecki nauczyciel, organista, poeta ikompozytor . Znany jest również na jego rachunek śmierci Johann Christian Woyzeck w 1824 roku (patrz: Georga Büchnera "s playWoyzeck ). Anschutz pracował jako nauczyciel w Lipsku 50 lat, podczas których zrobił większość jego poezji i komponowanie.
DRZEWKO ŚWIĄT - Sylwek Szweda
Andrea Bocelli - O Tannenbaum
Nat King Cole - O Tannenbaum
O Tannenbaum
Drzewko Świąt
Nana Mouskouri - O Tannenbaum (Christmas special)

http://ising.pl/nagranie/3rbag80b0d,Tradycja-MireczekbDRZEWKO_SWIAT
Tradycja - Mireczekb-DRZEWKO ŚWIĄT

Tannenbaum

O Tannenbaum, o Tannenbaum,
Wie grün sind deine Blätter!
Du grünst nicht nur zur Sommerzeit,
Nicht auch im Winter, wenn es schneit.
O Tannenbaum, o Tannenbaum,
Wie grün sind deine Blätter!

O Tannenbaum, o Tannenbaum,
Du kannst mir sehr gefallen!
Wie oft hat nicht zur Weihnachtszeit
Ein Baum von dir mich hoch erfreut!
O Tannenbaum, o Tannenbaum,
Du kannst mir sehr gefallen!

O Tannenbaum, o Tannenbaum,
Dein Kleid will mich was lehren:
Die Hoffnung und Beständigkeit
Gibt Trost und Kraft zu jeder Zeit,
O Tannenbaum, o Tannenbaum,
Dein Kleid will mich was lehren.


CHOINKO
(tłumaczenie dosłowne)
 

O choinko, o choinko,
Jak zielone są twe liście!
Zielenisz się nie tylko latem,
Nie tylko w zimie, gdy pada śnieg.
O choinko, o choinko,
Jak zielone są twe liście!

O choinko, o choinko,
Bardzo mi się podobasz!
Jak często w czas świąteczny
Takie drzewko jak ty radowało mnie!
O choinko, o choinko,
Bardzo mi się podobasz!

O choinko, o choinko,
Twój strój chce mnie czegoś nauczyć
Nadziei i wytrwałości
Co dodaje mi zawsze odwagi i siły!
O choinko, o choinko,
Twój strój chce mnie czegoś nauczyć



1914 - JEDNA KOLĘDA DWÓCH WALCZĄCYCH ARMII

    Prawdopodobnie zaczęło się od tego, że alianccy żołnierze zobaczyli lampki i choinkowe drzewka, którymi Niemcy dekorowali swoje linie. A potem dało się słyszeć kolędy. Dowódcy przeciwnych oddziałów ustalali w swoich sektorach zawieszenie broni, by można było zabrać ciała poległych z pasa ziemi niczyjej. A potem żołnierze obu stron zaczynali wychodzić z okopów i dzielić się czekoladą i tytoniem.

Jeden ze szkockich żołnierzy wspominał Wigilię 1914 r.: "Ściskaliśmy sobie dłonie i składaliśmy życzenia. Rozmawialiśmy tak, jakbyśmy się znali od lat. Niemcy i Szkoci częstowali się nawzajem papierosami".

Przez kilka poprzednich miesięcy walczący po obu stronach dostawali od przeciwnika tylko ostrzały artyleryjskie albo serie z karabinów maszynowych. Brytyjska propaganda wojenna przedstawiała Niemców jako barbarzyńców – "Hunów", a w propagandzie cesarskiej Anglia była wrogiem "jednym i jedynym". W Boże Narodzenie 1914 r. dla wielu żołnierzy niemieckich, francuskich i brytyjskich na froncie zachodnim wróg po raz pierwszy okazywał się takim samym jak oni człowiekiem, który też marznie w okopie, tęskni za domem i chce przeżyć.

Na Zachodzie bez zmian

Latem nikt jeszcze nie nazywał tego "wielką wojną" ani "pierwszą wojną światową". Żołnierze jechali na front przekonani, że walkinie potrwają dłużej niż do końca roku. Ale po tym, jak alianci zdołali powstrzymać niemieckie natarcie na Paryż, obie strony próbowały się nawzajem pokonać w tzw. wyścigu do morza. Skutek był tylko jeden: od Flandrii na północy do granicy francusko-szwajcarskiej na południu zastygły dwie przeciwległe linie – kilometry drutu kolczastego, okopów, schronów i transzei. Pomiędzy nimi: pas ziemi niczyjej, poharatany lejami po pociskach. To był krajobraz wojny pozycyjnej. W ciągu czterech następnych lat miały w nim zginąć setki tysięcy żołnierzy.

Ale nikt wtedy nie wiedział, jak długo to potrwa i ile ludzkich istnień będzie kosztować. To, co niemieckie dowództwo określało z początku jako "przezimowanie w warunkach bojowych", dla szeregowych żołnierzy po obu stronach okazywało się koszmarem. Jeśli we znaki nie dawała im się artyleria albo snajperzy, czyniły to deszcz, śnieg i mróz. Jeżeli okop znajdował się na niskim terenie, żołnierze – zwłaszcza brytyjscy - nierzadko brodzili w wodzie po kostki. Dla frontowych lekarzy codziennością stały się nie tylko rany po kulach i odłamkach, ale też odmrożenia i  "stopa okopowa".

Przybieżeli do Betlejem żołnierze

Na początku grudnia 1914 r. papież Benedykt XV wezwał walczące mocarstwa do choćby chwilowego zawieszenia broni na czas Bożego Narodzenia. Niemcy były skłonne się zgodzić, ale alianci odmówili. Żołnierze walczących armii nie mogli się więc spodziewać rozejmu.

Tak więc decyzje o przerwaniu ognia w Wigilię i Boże Narodzenie zapadały miejscowo i bez wcześniejszej zgody wyższych rangą przełożonych. A potem przekazywano je sobie z ust do ust. Dowódcy poszczególnych oddziałów albo ustalali warunki chwilowego rozejmu ze swoimi odpowiednikami po drugiej stronie frontu, albo po prostu przymykali oko, kiedy żołnierze obu stron – widząc, co się, nomen omen, święci – wychodzili z okopów na ziemię niczyją i wymieniali się z żołnierzami wroga świątecznymi podarunkami z domu. Pokazywali sobie skrywane pod płaszczami zdjęcia i razem śpiewali.

"Widać było jakieś krzątanie na niemieckich pozycjach, a potem pojawiły się światełka. I zaczęli śpiewać «Cichą noc» – «Stille Nacht». Ależ to piękna melodia – pomyślałem wtedy. To jedna z najważniejszych chwil w moim życiu, nigdy jej nie zapomnę" – pisał w liście do domu brytyjski szeregowy Albert Moren.

"Oni zaśpiewali swoją kolędę, my swoją. Wreszcie zaczęliśmy śpiewać: «O przybywajcie wierni…», a oni dołączyli, tylko śpiewali po łacinie: «Adeste fideles»… Pomyślałem, że to najbardziej niezwykła sprawa – w samym środku wojny dwa walczące narody śpiewają jedną kolędę" – wspominał Graham Williams z brygady Strzelców Londyńskich.

Piwo za pudding, czyli fraternizacja

Według relacji Franka Richardsa – wówczas szeregowca w pułku walijskich fizylierów – który uczestniczył w rozejmie, niemiecki oficer zaproponował wytoczenie dla żołnierzy kilku beczek piwa z pobliskiego browaru. "Oficerowie stukali się szklankami i nawzajem pili swoje zdrowie" – cytuje Richardsa serwis Eyewitnesstohistory.com. Brytyjczycy zrewanżowali się świątecznym puddingiem. Relacje niektórych naocznych świadków mówią też o rozgrywanych tu i ówdzie spontanicznych meczach piłkarskich.

Żołnierze mieli wrócić do swoich okopów o zmroku, a nieoficjalny rozejm miał się skończyć o północy Bożego Narodzenia. Ale trwał dłużej, niż się wszyscy spodziewali. Richards: "Ustaliliśmy, że nie strzelamy, dopóki oni nie zaczną. I przez cały drugi dzień świąt strzały nie padły. Tylko wrzeszczeliśmy do siebie nawzajem z okopów. Jakiś Niemiec pytał, jak nam smakowało piwo. Odkrzyknęliśmy, że było okropne, ale i tak jesteśmy wdzięczni. I tak rozmawialiśmy między okopami przez cały dzień".

Oczywiście rozejm nie objął całego frontu zachodniego – na licznych jego odcinkach walki trwały również w święta. Nie obeszło się też bez tragicznych pomyłek – bywało, że żołnierz, który wychodził w pokojowych zamiarach na otwarty teren, natychmiast ginął od kul wroga. Ale w sumie broń odłożyło na ten czas blisko 100 tys. żołnierzy – głównie Niemcy i Brytyjczycy, a na mniejszą skalę: Francuzi i Belgowie.

To się nie może powtórzyć

Skala tego, co się dzieje, zaczęła z wolna docierać do najwyższych dowódców. Wydano rozkazy powrotu na pozycje i natychmiastowego zakończenia rozejmu. Ale żołnierzom spieszno nie było. W niektórych miejscach walki wznowiono dopiero w Nowym Roku. Jedna ze szkockich jednostek utrzymała rozejm aż do 3 stycznia.

Epizod, który dziś wydaje się iskierką humanizmu niespotykaną na tle wojennych rzezi XX wieku, ówczesnym dowódcom wydawał się śmiertelnym zagrożeniem dla morale. Szukali więc sposobów, by zapobiec podobnym sytuacjom w przyszłości.

Jednostki, które brały udział w bożonarodzeniowym rozejmie 1914 r., były szybko przenoszone na inne odcinki frontu. Częsta relokacja oddziałów miała się teraz stać regułą – a jej celem było właśnie to, by szeregowcy zbyt dobrze nie zaznajamiali się z wrogiem, którego okopy oddalone były nieraz ledwie o kilkadziesiąt metrów. W kolejne święta prowadzono też intensywne ostrzały artyleryjskie, a dowódcy wyższego szczebla wydawali wyraźne rozkazy zakazujące lokalnych i tymczasowych rozejmów. Zdarzały się więc w kolejnych latach tej wojny incydenty podobne do tego z 1914 r., czasem nawet na tych samych odcinkach frontu. Ale ich skala była już dużo mniejsza, a podoficerowie i oficerowie nie zamierzali ich tolerować – żołnierzom, którzy mimo wszystko chcieli opuścić okopy, groził więc sąd wojenny.

Ale i wojna stała się wkrótce coraz bardziej okrutna. Wiosną 1915 r. Niemcy po raz pierwszy użyli gazów bojowych – alianci podczas wielkiej jesiennej ofensywy odpowiedzieli tym samym. Nieudane operacje obu stron kosztowały życie kolejnych setek tysięcy żołnierzy. Dla wielu z nich wyjątkowe Boże Narodzenie 1914 r. miało się okazać ostatnim.


Tekst na podstawie artykułu z www.onet.pl dnia 25.XII.2010r.